english version

Wiesława Stefańska jest malarką i konserwatorką zabytków, lub odwrotnie - konserwatorką zabytków i malarką.

Kolejność profesji nie ma zresztą większego znaczenia, zważywszy, że obie dyscypliny artystyczne mocno się ze sobą zazębiają i wpływają na siebie w myśl reguł sprzężenia zwrotnego, w którym skutek oddziaływuje na przyczynę.

Bo konserwacja, to mistrzowskie opanowanie warsztatu i technologii swych poprzedników i nieustanne obcowanie z dziełami wysokiej klasy, jako że ewidentnych knotów nikt nie konserwuje. To zatem znajomość najrozmaitszych wariantów kompozycji z najbardziej karkołomnymi łącznie i równie różnorodnych zestawień barwnych. To więc głęboka wiedza o możliwościach, jakie otwiera przed twórcą umiejętne posługiwanie się pędzlem i farbą. To również ogromna cierpliwość, pracowitość i solidność, to analiza podejmowanych decyzji, bez których sztuka obejść się nie może.

Natomiast malarstwo jest umiejętnością przekładania swych uczuć i myśli na język form i barw. I więcej - malarstwo pozwala wniknąć w myśli i uczucia innych twórców, w tym również tych, których dzieło ma się właśnie przed oczyma, pozwala więc uzupełnić brakujące elementy malowidła. Bo czymże byłoby malarstwo bez intuicji? Zaledwie poprawnym rzemiosłem. Niczym więcej.

Konserwację i malarstwo łączy ponadto, gdyż łączyć musi, dobry smak i nienaganne oko. Dwa więc, fundamentalne przymioty sztuki, o których musiała sobie ona przypomnieć w dobie miłościwie nam panującego postmodernizmu.

Gdyż dziś, u schyłku wieku nikt, lub niemal nikt nie wyznaje już dewizy Apollinairea "należy oddzielić pojęcie piękna od pojęcia malarstwa" i nikt, lub też niemal nikt nie stara się epatować brzydotą. Bo czyż nie miał racji Renoir, mówiąc " dla mnie obraz musi być czymś przyjemnym, radosnym i ładnym. Tak, ładnym. Jest dość brzydkich rzeczy na świecie, byśmy mieli wytwarzać następne".

Wiesława Stefańska jest zaś spadkobierczynią ducha i dewizy wielkiego impresjonisty, z którym, jak zresztą z całym tym kierunkiem, łączy ją wiele, jako że jej sztuka jest bezpośrednią kontynuacją impresjonizmu i jego pochodnej w postaci postimpresjonizmu. Dwu nurtów, które pod imieniem "koloryzmu" wywarły największy wpływ na nasze malarstwo mijającego stulecia. Wpływ tak wielki, że przydano mu przymiotnik "polski" lub nawet "krakowski".

Wiesławie Stefańskiej odpowiada więc zarówno świetlistość tej orientacji, jak harmonia jej gamy barwnej, płaszczyznowość kompozycji i wąski zakres motywów ograniczonych do pejzażu, martwej natury, aktu i portretu, gdyż ważnym przecież jest jak, a nie co się maluje. Odpowiada jej pogodny klimat i estetyka postimpresjonizmu wraz z jego skłonnościami dekoracyjnymi, odpowiada gra barw na płaszczyźnie, czy też, używając fachowego żargonu "rozgrywanie płaszczyzny barwą" i jakże typowe budowanie formy kolorem, tudzież równorzędne, lub raczej - równie pieczołowite traktowanie wszystkich partii obrazu. Z pozoru jest zatem typową postimpresjonistką.

Lecz niezupełnie. Gdyż jednocześnie lubi mocną, niemal geometryczną, lub czasem w sensie dosłownym na geometrycznych podziałach opartą konstrukcję obrazu i mocne zdefiniowanie syntetycznie potraktowanej formy, lubi gładką fakturę, w którym to upodobaniu brzmi, dla odmiany echo słów Cezanne'a "chciałbym zrobić z impresjonizmu coś równie solidnego, jak sztuka muzeów". Lubi więc deformację kształtu. I barwy, odbiegającej nieraz daleko od kolorytu lokalnego.

W tym też, w owej deformacji barwy i jednakiego z nim przecież światła, tkwi tajemnica sugestywności malarstwa Wiesławy Stefańskiej: otóż de facto jest ona ekspresjonistką i w tę właśnie stronę powoli lecz zdecydowanie oscyluje jej sztuka. Tyle, że eksprsjonistką dużej kultury, o świetnym oku i dobrym smaku nie tylko artystycznym. Jej niewątpliwie dekoracyjne, więc niejako ex definitione salonowe obrazy powstały w istocie z przeżycia i owo przeżycie mają nam, odbiorcom przekazywać.

A miłe to i jakże nam dziś potrzebne przeżycie. Jest nim bowiem aprobata rzeczywistości. Więcej. Jest nim zachwyt nad światem i jego pięknem, jest dostrzeżenie urody życia i uroków spokojnego trwania, jest zachęta do kontemplacji, jest wytchnienie i spojrzenie na nasze zwyczajne otoczenie z innej perspektywy. Jest zatem w tym malarstwie zgodność treści i formy. A zgodność tę osiągają tylko wrażliwi i utalentowani artyści.

Jerzy Madeyski



Strona główna